2011, więc 22, ale spokojnie, nic się przecież nie zmieniło (więc "chodźmy stąd i weźmy wino"?)
i jak się dzieje to wszystko jednocześnie. wszystko?
come back do starej wersji, niby nic, tylko inna kolacja. i po tej kolacji też trochę inaczej, gdzieś wstyd uleciał i mówię i chodzę i pokładam się bezwstydnie. czerwiec, cholera, czerwiec i dobrze i że maj przepadany jeszcze lepiej, bo inaczej to strach pomyśleć.
i słowa, mam te słowa, innych nie chcę, co chcę to wykrzykuję najciszej jak się da i i tak wiem, że.. co ja niby mogę wiedzieć?
najgorzej jeśli tę poranną prawdę rozciągnę na wszystko i okaże się, że widzę to, co chcę widzieć i pozamiatane, koniec, kropka, dałam się.
i naprawde nie wiem, dlaczego wtedy płakałam, ale inaczej być nie mogło. jak inaczej zareagować na happy hour, w którą nie możesz uwierzyć?
obym tylko nie tańczyła na szkle.
jezu, złaź z krzyża.